Prawdziwa skóra jest materiałem naturalnym, ukształtowanym przez historię zwierzęcia, przez jego indywidualny los, w wyniku czego niepowtarzalny jest rysunek skóry, jeszcze bardziej zróżnicowany poprzez rozmaite tropy ukąszeń, zranień. Technologie stosowane we współczesnym garbarstwie stwarzają możliwość pozyskiwania skór spełniających praktycznie wszystkie oczekiwania zarówno projektantów jak i wielbicielek torebek. Jeśli tak – to skąd w ogóle pojawia się dylemat wyartykułowany w tytule artykułu? Niestety – nie ma modelu idealnego. Jeśli chodzi o przyczyny poszukiwania materiałów alternatywnych do skóry naturalnej, to przychodzą mi na myśl jej trzy najistotniejsze wady bądź też lepszym określeniem będzie – trzy zasadnicze wątpliwości.

Po pierwsze: jest prawdziwa aż do bólu, bólu zwierzęcia oczywiście! Co prawda przeważnie wykorzystywane skóry pochodzą ze zwierząt hodowanych w celach mięsnych, więc niejako skóry i tak stanowiłyby odpad. A jeśli jemy mięsko, to unikanie z tego powodu wyrobów skórzanych trąciłoby dość mocno obłudą… Jednak jeśli z przyczyn filozoficznych nie spożywamy mięsa, to wtedy nasza opozycja względem wyrobów takiego pochodzenia może mieć mocno uzasadnione przyczyny. Natomiast bardzo poważny problem moralny można mieć w każdym przypadku z noszeniem torebek ze zwierząt hodowanych wyłącznie w celu pozyskiwania ich skóry. Dlatego wiele kobiet dyskwalifikuje skóry naturalne, mając na uwadze to, jak zostały pozyskane.

Po drugie: procesy garbarskie, prowadzące do otrzymanie materiału skórzanego o pożądanych własnościach generują olbrzymie zużycie wody i analogiczne ilości bardzo nieprzyjaznych ścieków. Do obróbki 1 tony surowych skór zużywane jest mniej więcej 40-60 m³ wody i powstaje mniej więcej taka sama objętość bardzo trudnych do zobojętnienia ścieków. To rzeczywiście jest prawdziwy problem ekologiczny, do tego stopnia, że chętni do walki z wszelkiego rodzaju niegodziwościami urzędnicy europejscy z Brukseli, w oparciu o Dyrektywę 2010/75/UE w sprawie emisji przemysłowych (Zintegrowane zapobieganie zanieczyszczeniom i ich kontrola), wydali bardzo poważny „Dokument referencyjny dotyczący najlepszych dostępnych technik (BAT) dla garbowania skór”, w którym wskazują i regulują sposób prowadzenia procesów produkcyjnych.

Wreszcie po trzecie: o skórzane torebki trzeba dbać na bieżąco i je konserwować. Takie prawdziwie delikatnie wyprawione skóry bardzo łatwo mogą ulegać wytarciom i rozerwaniom nawet przy, zdawałoby się niegroźnych zdarzeniach, a oddziaływanie na nie jakichś mocniejszych substancji jest obarczone dużym ryzykiem trwałej utraty estetycznego wyglądu.

Wcześniej padło stwierdzenie o braku modelu idealnego, i tak jest też w tym przypadku. Wydawać by się mogło, że istnieje materiał – skóra ekologiczna – która nie ma tych wad. I może tych nie ma – ale posiada niezgorszą kolekcję innych mankamentów. Żeby nie było wątpliwości – coś, co nazywane jest skórą ekologiczną, jest w istocie tworzywem poliestrowym pokrytym warstwą plastyfikowanego polichlorku winylu, a więc jak same te nazwy mówią za siebie – czymś absolutnie ekologicznym. Tak mocno ekologicznym, że nie zanieczyszczającym środowiska produktami swojego rozkładu przez setki lat, a to właśnie dlatego, że ten rozkład prawie w ogóle nie następuje. Pomijam tutaj możliwość zanieczyszczenia środowiska w procesie wytwarzania wszystkich chemicznych produktów i półproduktów. Sam wyrób jest dużo tańszy od skóry naturalnej, ale w zamian za to dużo mniej trwały. Z uwagi na niską cenę jest często bezmyślnie kupowany i wyrzucany, bo jego odporność na wiele czynników jest dużo mniejsza, niż skóry naturalnej. W ten ekologiczny sposób zwielokrotniona zostaje ilość wyrzucanych  torebek w stosunku do skóry naturalnej. I tu wskazówka dla miłośników zwierzątek: wolicie, że by zabijać zwierzątka hodowane na mięso czy też żyjące na wolności zwierzaki skazywać na dramatyczny zgon przez zadławienie zalegającymi odpadami z tworzyw sztucznych? Tak natychmiast nie oczekuję odpowiedzi. Natomiast używanie określenia „skóra ekologiczna” jest dla mnie trudne do zaakceptowania.

To może są jakieś alternatywy? Są. Też mają swoje wady, ale warto je wymienić, choćby ze zwykłej autorskiej staranności. Na przykład torebki produkuje się także z płótna lnianego. Sama ekologia. Tyle że do obróbki lnu zużywa się tyle samo, a może nawet więcej wody, jak przy garbowaniu skór. Jakaś słoma, trawa – to wtedy pojawia się pytanie: czy są czyś impregnowane? Czy naprawdę są tak ekologiczne, jak się wydaje. Inny przykład, to torebki z materiałów z odzysku. W tym przypadku wszystko jest porządku, ale czy zapanujemy nad n-krotnym zużywaniem już raz odzyskanego materiału, bo jeśli nie – to przypomina się scenariusz z ekologicznym odpadem ze skóry ekologicznej…. Wreszcie skóra mielona, niby naturalna, ale czy jesteś pewna, że chcesz mieć torebkę z takiej skóry?

Oczywiście ludzkość nie powróci do stylu życia naszych praprzodków. Zresztą może to i dobrze. Bo to co sprawdzało się przy stosunkowo niewielkiej populacji ludzkiej mogłoby być zabójcze dla środowiska przy obecnych siedmiu, czy też więcej, miliardach ludzików. Jedyny wniosek, jaki z tego wszystkiego przychodzi mi do głowy – to konieczność zachowania umiaru przy stosowaniu każdego z rozwiązań. Bo złotego środka nie ma.

A TY – CO SĄDZISZ O EKOLOGICZNYCH ASPEKTACH TOREBKOWEJ MODY? PROSZĘ – SKOMENTUJ TEN ARTYKUŁ I PRZEDSTAW SWOJĄ OPINIĘ W TYM TEMACIE.